piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział XVI

"Kłótnia"

    Przygotowywałam Smoka do jazdy, kiedy tata sprzątał boksy. Nadal był na mnie zły, przez co nie odzywał sie do mnie nawet słowem. Kinga musiała bawić się w naszego pośrednika jeszcze długo, bo ja nie miałam zamiaru przepraszać.
-Możemy jechać! Dziś wezmę Bąbla, a za tydzień pojadę z tobą na Rudym.- oznajmiła Aneta wchodząc energicznym krokiem do stajni.
-Jasne, ale Kamila jeszcze nie ma, czekamy?- odpowiedziałam pytaniem.
-Nie, bo ja mam mało czasu.- wręczyła mi toczek.
    Stępowałyśmy po lesie, a Aneta opowiadała o Matim. Starszym od niej o rok mulacie z gęstymi, czarnymi włosami i zielonymi oczami.
-A widziałaś jego bicepsy?- zachwycała się Mango.
-Spokojnie już. Wiem, że jest bardzo przystojny, ale odłużmy tą rozmowę na potem i ruszmy kłusem.
     Zakłusowałyśmy. Jechałyśmy po wrzosowej łące. Aneta prawie dotykała nogami ziemi, co wyglądało bardzo zabawnie. Minęłyśmy "czekoladę" i sklep pana Karola. Przed nami było wzniesienie, więc wydałam polecenie o przejściu do półsiadu. Znajdowałyśmy się na górce pełnej płaczących brzóz, z której było widać Ranczo.
-Pamiętasz jak pierwszy raz się tu spotkałyśmy. Ahh- westchnęłam- ta straszna kłótnia o umiejętności jeździeckie.
-Tak- zaczęła się śmiać.- Jak ja cię nie nawidziłam.
    Spojrzałam na zegarek i uświadomiłam sobie, że konie muszą zjeść za pół godziny. Poinformowałam o tym Mango i ruszyłyśmy w drogę powrotną w międzyczasie galopując. Przekroczyłyśmy bramę stadniny, zsiadłyśmy z koni i odprowadziłyśmy je do boksów. Kiedy rozsiodłałam Smoka poszłam do domu przebrać się w lżejsze ubrania. Mieliśmy wrzesień, a temperatura nadal sięgała 25 stopni.
    Po drodze zaszłam do kuchni, w której Kinga czytała gazetę, po szklanę soku pomarańczowego.
-Przepraszam.- powiedziała do mnie siostra, nie odrywając wzroku od czasopisma.
-Za co?
-Gdy chciałaś wtedy pogadać, ja cię odgoniłam. Pamiętasz, prawda?- upewniła się.
-Bez przesady, nic się nie stało.- uspokoiłam ją.
-Stało! Jestem w ciąży z nie wiadomo kim, moja siostra chce mi pomóc, a ja to olewam.- uniosła się.
    Zatkało mnie.
-Spytam bez owijania w bawełnę. Wpadłaś, czy wiesz...- dalsza część nie przeszła mi przez gardło.
-Upiłam się i tak wyszło.- zaczęła płakać.
-Powinnam ci powiedzieć "jak to jesteś nieodpowiedzialna", ale wiesz już o tym.- burknęłam i wyszłam z pomieszczenia.
    Weszłam do swojego pokoju i zajrzałam do szafy. Był w niej straszny bałagan. Oprócz za dużej bluzki i krótkich, czarnych spodenek wszytsko było pogniecione, więc byłam zmuszona założyć to. 
***
    Wbiagłam do paszarni, żeby swoim tempem odgonić myszy. Wzięłam ze sobą dwa wiadra owsa i miarkę. Karmienie zaczęłam od koni prywatnych, a następnie jedzenie nasypałam "naszym". Każdemu z nich dałam standardowy obiad, tylko Bąbel i Drops jako kuce dostały kostkę świeżego siana.
***
    Wstałam z łóżka wczesnym po południem, bo w każdą niedzielę odsypiałam dni szkolne. Wykonałam podstawowe czynności w łazience oraz założyłam na siebie "stajenne" ubrania. Wróciłam do swojego pokoju i posprzątałam go. Cały dom był pusty, bo tata i Kinga jak co tydzień pojechali do kościoła. Wycisnęłam świeży sok z pomarańczy, który od razu wypiłam. Do miski wsypałam musli, a płatki zalałam jogurtem. Zjadłam swoje śniadanie z laptopem na kolanach.
    Wyszłam z domu, żeby potrenować z Adriatykiem. Po drodze zaszłam do siodlarni po siodło, ogłowie, szczotki i resztę sprzętu. Wyprowadziłam srokacza przed stajnię i zaczęłam czyścić.
-Nie miałeś kiedy się tak wytarzać?- zażartowałam, a on otarł się o mnie swoimi brudnymi chrapkami.
    Po długim czyszczeniu zaczęłam siodłanie. Na szczęscie wszytsko poszło bez problemu i mogłam iść na halę. Rozwinęłam strzemiona, dopięłam popręg i wsiadłam. Kiedy czułam, że Karmelek coraz bardziej rwie sie do przodu zakłusowałam. Od razu zaczęłam działaś na wewnętrznej wodzy...niestety bezskutecznie. Wjechałam na voltę i wzmocniłam swoje pomoce. Po wielu okrążeniach Adriatyk opuścił głowę. Wyjechałam na prostą i przeszłam do stępa. Zmieniła kierunek i znów ruszyłam kłusem w lewo. W tą stronę poszło łatwiej, bo Karmelek trzymał łebek non stop w dole. Przestawiłam łydki i zagalopowałam...oczywiście nie obyło się bez bryknięcia. Po galopie w obie strony zakończyłam trening.
***
    "Jaka zimna ta woda" myślałam myjąc wędzidło małoplaka po jeździe. Odniosłam ogłowie i miałam już iść, kiedy zobaczyłam Kamila. Podeszłam do niego i chciałam sie przywitać, ale on mnie ominął i ruszył w kierunku stajni.
-Możesz mnie nie olewać?- spytałam idąc za chłopakiem.
    Nie odpowiedział, więc zaszłam mu drogę.
-Pogadajmy.
-O czym?- spytał oburzony.
-Co się stało? Ignorujesz mnie.- odpowiedziałam
-Pogadaj sobie z Mateuszem.- odszedł.
-Czy ty się dobrze czujesz? O co ci cholera chodzi? Jak się fochasz to powiedz o co.- rozkazałam.
-Za co? Za co?- zaczął krzyczeć.- Może za to, że obciskujesz się za moimi plecami z Matim, co ?
-Co? Ja Matiego nawet nie znam. On chodzi ze mną do szkoły i to Anecie się podoba.- oznajmiłam głośnym tonem.
-Yhym, jasne.- sarkastycznie przytaknął.- Ewa powiedziała co innego.
-Ewka!?- wydarłam się.- On już nie jeździ w tej stajni od waszego zerwania. Nie chodzi ze mną nawet do szkoły, więc skąd ma mieć takie informacje...do tego nie prawdziwe?!- zdenerwowałam się.
-Ale ona...- przerwałam mu.
-Dobrze, że ufasz bardziej swojej powalonej byłej niż mi.- odeszłam do niego i zła poszłam do domu, nie czekając na odpowiedź.
------------------------------------------------------------
KONIEC !!! Znowu powstało coś kiepskiego, ale liczę na choć 4 komentarze ^^ i proszę o obserwacje :* /Ruda

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział XV

"Niewiedza"

~~Dwa tygodnie później~~
    Rok szkolny trwał już tydzień, a ja nadal nie mogłam się zaklimatyzować, po mimo tego, że już trzeci rok chodziłam to tego gimnazjum. Były plusy i minusy końca wakacji. W końcu widywałam się z Anetą co dziennie, ale za to Kamila widziałam raz w tygodniu. On chodził do prywatnego gimnazjum, a ja do szkoły publicznej. Na Adriatyka wsiadałam bardzo rzadko, a Smoka głównie objeżdżał tata. Weekendy były czasem dla naszej trójki i czterokopytnych. Co sobotę ja, Mango i Kamil na swoich koniach jeździliśmy w tereny, za to niedziele poświęcałam Karmelowki.
    Siedziałam w klasie pana Malewskiego. Była to już moja ósma lekcja. Rysowałam w zeszycie od matematyki podkowy, kiedy Aneta szturchnęła mnie łokciem i kazała uważać. Kochałam ją ponad życie, ale była strasznym kujonem, wzorową uczenniąc- w przeciwieństwie do mnie. Nie słuchałam nauczycieli. Do sprawdzianów uczyłam się w domu, przez co leciałam na trójach, bo nie rozumiałam połowy rzeczy.
   Kiedy w końcu usłyszałam upragniony dzwonek wszyscy opuścili klasę. Schowałam książki do torby i też ruszyłam w stronę szatni. Dzieliłam szafkę z Anetą, która zajmowała jej znaczną część. Wyjęłam swoje czarne trampki i założyłam na nogi.
-Mango możesz szybciej? Nie mamy nic zadane, więc jak wrócę wcześniej wsiądę na Małego.- oznajmiłam wkładając na siebie skórzaną kurtkę.
-Idę, idę.- odpowiedziała poprawiając makijaż.
-Dobrze wyglądasz. I przypomnę Ci, że Mati ma już dziewczynę.- trzasnęłam drzwiami szafki.
-No i co z tego? Dziewczyna nie ściana, da się przesunąć.- zażartowała.
    Wyszłam z przyjaciółką z budynku, poszłyśmy odpiąć nasze rowery i ruszyłyśmy w drogę powrotną. Jak zwykle zajechałyśmy do sklepu pana Karola po cuksy dla Bąbla i reszty koni.
***
    Tata zgodził się poprowadzić mi trening na Adriatyku. Zdjadłam obiad na szybko i miałam już wychodzić z domu, kiedy usłyszałam płacz. Zdjęłam sztyblety i poszłam na górę. Kinga szlochała w swoim pokoju. Zapukałam delikatnie i spytałam czy mogę wejść, ale ona stanowczo mi nie pozwoliła, więc nie nalegałam. "Sama potem do mnie przyjdzie" wmawiałam sobie.
    Wyczyściłam ostatnie kopytko Karmelka i poszłam po siodło. Zarzuciłam źrebakowi na grzbiet nowy niebieski czaprak, który tata kupił mu na czwarte urodziny, które wypadły pierwszego września. Ode mnie dostał owijki i kantar w tym samym kolorze. Kiedy Adriatyk był już gotowy wyszliśmy ze stajni i poszliśmy na maneż. Kiedy kończyliśmy stępować i dopinałam popręg przyszedł do nas tata. Kazał ruszyć w prawo kłusem. Starałam się zaokrąglić go w szyji, ale najwyraźniej jeszcze to nie do końca rozumiał, więc tata poszedł po wypinacze.
-Tato, ale ja sobie obiecałam, że na nim  będę pracować tylko na naturalnych pomocach.
-Nie uda Ci się to, więc podjedź do mnie a ja Ci je założę.
-Nie! Ja nie rzucam słów na wiatr.- oburzyłam się,
-W takim razie dokończ sobie trening sama.- oznajmił i odszedł od nas.
-Prawdziwny facet się nie obraża!- krzyknęłam, ale on udawał, że nie słyszy.
     Ruszyłam kłusem i zaczęłam działać na wewnątrznej wodzy. Karmelek nie zebrał się, ale opuścił głowę. Na razie i tyle mi starczało. Przeszłam do kłusa ćwiczebnego i zagalopowałam w narożniku. Nie byłam pewna czy moje łydki są w odpowiedniej pozycji, więc co chwila spoglądałam w dół. Zrobiłam półsiad i dałam mocniejszą łydkę. Przeszłam do kłusa, zmieniłam kierunek i nie przechodząc do pełnego siadu zagalopowałam w lewo. Adriatyk wykonał ćwiczenie idealnie. Kiedy zobaczyłam, że ma już dość rozkłusowałam go i występowałam. Zsiadłam z Karmelka, podwinęłam strzemiona, odpięłam popręg, dałam mu cukierka w nagrodę i ruszyliśmy do stajni, gdzie Kamil przygotowywał Honey do jazdy. Nie wiem czemu, ale nie przywitałam się i poszłam ze srokaczem do boksu. Kiedy rozsiodłałam go i szłam umyć wędzidło, zobaczyłam Kamila, który wychodził z Baryłką. Machnęłam do niego ręką na przywitanie, ale on nie zareagował tylko ominął mnie. Oszołomiona poszłam na myjkę. 
     Gdy szłam z Adriatykiem na padok Kamil właśnie wracał z terenu. Podeszłam do niego i spytałam:
-Coś się stało?
    Jednak on to zignorował i wrócił do stajni. Kiedy Karmelek wesoło biegał już po trawie, chciałam zatrzymać Kamila i pogadać z nim, jednak kiedy zajrzałam do boksu Honey i innych miejsc gdzie mógł być, nie było go...
-------------------------------------------------
Jest kolejny baardzo krótki, bo mam zero pomysłów :c Ta wypowiedź "Dziewczyna nie ściana, da się przesunąć" został wymyślony przez kochaną Pati <3 a teraz mały konkurs ^^ "O co chodzi Kamilowi?" KOMENTUJCIE ~Ruda :D 

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział XIV

"Prawdziwe piękno"

    Po akcji z listem zamknęłam się w pokoju. Leżałam na łóżku z poduszką na głowie, ale i tak słyszałam te krzyki. Kinga i tata byli w pokoju naprzeciwko. Ojciec krzyczał na moją siostrę przez godzinę non stop. Uświadamiał jej jak bardzo jest nieodpowiedzialna i żałosna. Kinga płakała i co jakiś czas pociągała nosem bardzo głośno. Po długiej kłótni tata wszedł do mojego pokoju.
-Przepraszam, że musiałaś tego wysłuchiwać.- smętnie powiedział.
    Nie odpowiedziałam. Nie darzyłam Kingi szczególnym uczuciem, ale ojca tym razem poniosło. Zastanawiałam się nad pójściem do siostry i pocieszeniem jej, ale nie byłam w stanie. Nie umiałam przełamać tego muru, który rósł między nami od zawsze. Usiadłam na łóżku i mimo tego, że tata i ona już się dawno rozeszli ciągle słyszłam tą kłótnie. Nie dawało spokoju mi to czemu ojciec nie spytał Kingi o ojca dziecka. Zebrałam się w sobie i wyszłam z pokoju. Delikatnie zapukałam do drzwi siostry. Nie odpowiedziała, ani nie otworzyła mi więc, nie chcąc się narzucać odeszłam. Wróciłam do pokoju po piżdżamę, poszłam do łazienki, wzięłam ciepły prysznic i leżąc w łóżku usnęłam.
***
     Odsłoniłam żaluzję. Za oknem było jeszcze szarawo, bo słońce dopiero wschodziło. Obudziałam się tak wcześnie, ponieważ ktoś/coś dobijał się do mojego okna. Nic nadzwyczajnego nie zauważyłam więc wróciłam do łóżka. Kiedy próbowałam zasnąć znów usłyszłam ten dźwięk. Oburzona podeszłam do okna i zobaczyłam Kamila, który rzuca w okno kamieniami. Ubrany był w brązowe bryczesy i granatowy T-shirt. Jego oczy były mocno podkrążnone, a włosy poczochrane prawie tak samo jak moje. Otworzyłam okno.
-Spać nie możesz?- spytałam ziewając.
-W boksie Honey nie jest za wygodnie.- zażartował.
-Myślałam, że tylko ja sypiam w stajni.
-Od wczoraj nie tylko ty.- uśmiechnął sie i poprawił włosy.
-Nadal mi nie wytłumaczyłeś po co mnie obudziłeś.
-Miałem Ci pokazać coś specjalnego po zdjęciu gipsu, ale dziś to jedyna szansa, więc oboje pojedziemy na Baryłce i zobaczysz o co chodzi.- oznajmił.
-No dobra. To daj mi pięć minut i zaraz zejdę.- powiedziałam zamykając okno.
    Po cichu wyszłam z domu i ruszyłam w stronę stajni. Kamil czekał już z haflingerką przed budynkiem. Podszedł z nią do schodków i wsiadł, po czym podał i rękę i ja też znalazłam się na grzbiecie kobyły. Kamil założył mi na oczy opaskę.
-Nie bój się tylko złap moje ramiona.-oznajmił ruszając stępem.
    Jechalismy po lesie. Wiedziałam, bo co pewien czas gałązki brzóz smyrały mnie po twarzy. Kamil ostrzegł mnie i ruszył galopem. Droga musiała być dziurawa, bo Honey często się potykała. Nagle stanęliśmy. Chłopak zsiadł z konia, a potem chwycił mnie w talii i zdjął z kobyłki. Zdjął mi z oczu opaskę i powiedział biorąc za rękę
-Patrz.
    Staliśmy na ogromnej skarpie. Pod nami płynęła szeroka rzeka...niezakażony fragment "czekolady". Po drugiej stronie urwiska wschodziło słońce, a w jego delikatnych promieniach ogrzewały się ptaki.
-Tu jest pięknie.- powiedziałam przepełniona szczęściem.
-Wiem, dlatego Cię tu zabrałem.
-------------------------------------------------------------------
Jest kolejny taki króciutki i nudny, ale skoro obiecałam, że dziś coś się pojawi to się pojawiło :D czekam na opinię <3 ~Ruda

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział XIII

"Zaskoczenie"

      Przygotowania do szkoły szły pełną parą...przecież rozpoczęcie roku już za tydzień. Na szczęście po wizycie kontrolnej lekarka stwierdziła, że kość jest zrośnięta, więc zdjęła gips, ale kazała nosić stabilizator do póki opuchlizna nie zejdzie do końca. Nie mogłam jeszcze jeździć,a konie nie mogły non stop chodzić na lonży, więc od czasu do czasu prosiłam Kamila, żeby wsiadał na Rudego lub Adriatyka. Karmelka lekko się obawiał, więc tylko gdy na prawdę bardzo ładnie prosiłam zgadzał się.
***
-Wyluzuj się. On jest na prawdę bardzo grzeczny. Przestaw łydki i zagalopuj.- uspokajałam chłopaka. 
    Posłusznie wykonał moje polecenia i ruszył galopem. Jechał stanowczym krokiem i równym tempem. Następnie przeszedł do kłusa i do stój. Pogłaskał Adriatyka i dał mu luźną wodzę.
-No to co będę za to miał?- spytał na chwilę odrywając wzrok od popręgu, który luzował.
-Podzielę się z Tobą pewną informacją, o której nikt nie wie.- tajemniczo odpowiedziałam.- Jak ogarniemy konie spotkamy się u mnie w pokoju, a teraz występuj go. Idę zjeść obiad.- dokończyłam wychodząc z ringu.
    Weszłam do domu i poczułam piękną woń, która wywodziła się z kuchni. Wparowałam do pomieszczenia i zobaczyłam Kingę.
-A ty znowu gotujesz?- spytałam z powagą.
-Wszystko dla ukochanej rodzinki.- odpowiedziała odcedzając makaron.
-Wszystko już wiem i nie myśl, że długo będziesz mieszkać z nami w takiej zgodzie.- wrogo oznajmiłam.
-Nie wiesz. Kłamiesz.- trzęsącymi dłońmi wręczyła mi obiad.
-Wiem.- powiedziałam oschle wychodząc z kuchni ze spaghetti.
     Posiłek zjadłam w pokoju z Talentem na kolanach, który co pewien czas zaglądał do mojego obiadu. Po zjedzeniu talerz postawiłam na biurku przy stosie brudnych kubków. Zza okna usłyszałam znajomy dźwięk. Odsłoniłam żaluzję i zobaczyłam pana Karola, który biegał za swoją kozą krzycząc "Karkana! Karkana do stada". Zawsze gdy byłam z Anetą i słyszałyśmy te okrzyki umierałyśmy ze śmiechu. Tym razem w pokoju byłam sama, ale na zawnątrz stał Kamil, który śmiał się "ze mną". 
     Siedziałam na łóżku przeglądając jakieś stare czasopismo kiedy do pokoju wszedł niebieskooki szatyn.
-Adriatyk na padoku, siodło w szafce, wędzidło umyte, a owijki zwinięte.- zameldował żartobliwie.
-Dziękuję Ci bardzo, a teraz czas na niespodziankę.- powiedziałm wręczając mu zeszyt do ręki.- Otwórz na stronie 54 i czytaj na głos.
-Co to za notatnik?- spytał przerzucając kartki.
-Taki jakby pamiętnik. No czytaj już!
Zaczął.
"23 sierpnia. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Zaspana zeszłam na dół zakładając po drodze szlafrok. Zdjęłam z gzymsu kluczyk i otworzyłam drzwi. Listonosz o niskim głosie spytała czy ma przyjemność z panią Marszałek. Bez wahania przytaknęłam, a ten wręczył mi do ręki list i poprosił o podpisanie. Wróciłam do ciepłego łóżka z kopertą w ręku. Otworzyłam ją długopisem i wyjęłam ze środka karteczkę i zdjęcia. Na kartce napisane było "Witam. Zgodnie z umową wysyłam pani zdjęcia USG. Płód rozwija się bezproblemowo. Pozdrawiam". Na dołączonych zdjęciach było ukazane dziecko. Zatkało mnie! Kinga była w ciąży!!! :o"
-Kinga? Serio?- niedowierzał.
-Ona...nie wiem co mam teraz zrobić. Powiedziałam jej, że wiem czemu jest taka miła, ale nie konkretnie. Myślisz, że mam powiedzieć tacie?- spytałam.
-Myślę, że nie powinien dowiedzieć się od Ciebie. A tak ogółem jestem bardzo ciekawy kto jest ojcem.
-Wiesz...dwa tygodnie była w Hiszpanii.
    Po godzinnej rozmowie Kamil wpadł na pewien plan.
-Podsumowując. Zakleimy tą kopertę od nowa i włożymy do skrzynki tak żeby tata dowiedział się, ale nie ode mnie.?
-Dokładnie.- dumnie odpowiedział Kamil.
-Tak dla pewności spytam. Wiesz, że to nie wypali?
-Nie gadaj tylko daj klej. Uda się.- pocieszał mnie.
     Wyszliśmy z domu jakby nigdy nic. Podeszłam dyskretnie do skrzynki na listy, kiedy nikogo nie było w okolicy i wrzuciłam do środka list. Kamil przyprowadził mi Rudego. Miałam udawać, że go lonżowałam, zobaczyłam listonosza i wtedy zawołać tatę.
    Kiedy Smok galopował ojciec przechodził akurat obok maneżu, na którym się znajdowaliśmy.
-Tato! Listonosz był i wrzucił coś do skrzynki.- powiedziałam bardzo szybko- tak jak to mówię, za każdym razem gdy kłamię.
-Dzięki, zaraz zobaczę tylko skoczę po kluczyk, a ty kończ trening, bo masz oszczędzać nogę.
    Posłusznie zwolniłam Rudego i wróciłam z nim do stajni. Kiedy zdejmowałam ogłowie usłyszłam krzyk. "KINGA!!!" tak głośno tata krzyczał ostatnio gdy....nigdy tak głośno nie krzyczał.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak nie romantyk to mało koni...no ale nic :D liczę tu na 5 komentarzy i jutro kolejny rozdział :3 ~Ruda

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział XII (cz.2)

"Zmiany"

    Wyjaśniłam Kamilowi, że chcę trochę czasu spędzić z Anetą sam na sam.
Chłopak oczywiście czuł się trochę urażony, ale w końcu zostawił nas same. Poszłyśmy do mojego pokoju obgadać wszystko. Opowiedziałam przyjaciółce o wypadku, bo Kamil w szpitalu tego nie zrobił, a także powiedziałam o tym dlaczego jesteśmy razem.
-Przepraszam, że się tobą nie interesowałam.- niepewnie wymruczała.
-Nic się nie stało. Też pewnie bym była taka zakręcona, jak bym się dowiedziała o przyjeździe nowego konia.- uspokoiłam Mango.
     Zeszłyśmy z razem do kuchni i zrobiłyśmy popcorn, który jadłyśmy podczas oglądania "Ostatniej przeszkody". Aneta jak zawsze płakała. Co prawda mi też kręciła sie łza w oku, ale nie mogłam się rozkleić, bo kiedyś założyłam się z Mango, że nie będę ryczeć na żadnym filmie.
~~Trzy godziny później~~
    Było już ciemno, kiedy wychodziłam z Areo. Sarenka była w dobrej formie i bardzo się do nas przywiązała. Tata był bardzo przeciwny zostawieniu jej na ranczu, więc cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z nią. Zamknęłam drzwi stajni i usłyszałam pisk opon hamujących przed bramą. Z wozu wysiadła dziewczyna przypominająca Kingę. Jej cera była ciemna, ale włosy białe.
-Kinga? To ty?- upewniałam się, bo była do siebie mało podobna.
-Ja, ja.- odpowiedziała radośnie.- Cześć Marika. Przywiozłam Ci z Hiszpanii pamiątkę.
-Dzięki, to miłe.- lekko mnie zatkało. Moja siostra była dla mnie miła.
-Tamtejsi ludzie mnie odmienili. Są radośni i mili. Przeszłam wielką metamorfozę. W wyglądzie jak i w podejściu do życia.- oznajmiła wyciągając z bagażnika walizki.
-Chodź do środka to pogadamy
***
    Leżałam sobie pod cieplutkim kocem, z laptopem na kolanach, pijąc kako.
"Niby takie wieczory nazywają idealnymi?" zastanawiałam się. Była bardzo znudzona. Dopiłam picie, wyłączyłam komputer i położyłam się spać.Zastanawiało mnie czego Kinga naćpała się będąc za granicą i jak długo to działa. Była miła, hojna, radosna i miała normalny kolor włosów, a do tego przejęła się moim wypadkiem i cieszyła ze związku z Kamilem.
    Próbowałam usnąć kiedy dostałam sms'a. Sięgnęłam po komórkę, która leżała na parapecie. Odblokowałam telefon, a jasny ekran chwilowo mnie oślepił. W skrzynce miałam pięć nowych wiadomości. Pierwszy był od Anety. Pisała, że jutro jej nie będzie i czy wyczyszczę Bąbla. Drugi od Kamila, który napisał mi "Dobranoc :*". Na wiadomość chłopaka od razu odpisałam to samo. Pozostałe trzy były wysłane z numeru zastrzeżonego. W każdym z nich było napisane "Jeżeli zastanawiasz się czemu od dawna nie ma mnie w stajni to wiedz, że to przez Ciebie." "Ewka" pomyślałam i zaczęłam się śmiać tak głośno, że aż siostra weszła do pokoju. Opowiedziałam jej cała historię i pokazałam sms'y. Usnęłam  z myślą, że lepiej być już nie może.
     Pierwszy raz od początku wakacji obudziłam się bez budzika na czas. Może była to przyczyna tego, że leki przeciwbólowe przestały działać. Usiadłam leniwie na łóżku. Wyjęłam z szuflady strzykawkę i zrobiłam zastrzyk. Z trudem ubrałam się i zeszłam na dół. Na stole stało śniadanie. Gorące gofry i ciepła herbatka uwodziły swoim zapachem. Kinga stała przy kuchence robiąc karmel.
-Dzień dobry poskromicielko Ewy.- zażartowała.
-Hej, hej. Jakie pyszności przygotowałaś.
-To specjalnie dla Ciebie i Kamila.- puściła mi oczko.
-Kamila?! Jak to Kamila?!
-Rano był w terenie, więc gdy wrócił akurat na wyprowadzanie koni zaprosiłam go.
-Czy mam rozumieć, że wypuszczałaś konie z tatą?-  nie dowierzałam.
-Dokładniusieńko.- zachichotała.
"Na prawdę jestem bardzo ciekawa co ona wąchała"
    Pokuśtykałam na kulach do pokoju, żeby przebrać się przed przyjściem chłopaka. Założyłam jeansowe spodenki z przetarciami i czerwony top. Gdy wróciłam do kuchni Kamil już siedział przy stole. Przywitaliśmy, a Kinga zostawiła nas samych. 
***
    Znajdowałam się w boksie Bąbla i go, kiedy do środka zajrzała kobieta, za którą stał wysoki mężczyzna. Szukali mojego taty.
-Byliśmy zapisani na jazdę na czternastą, ale nie możemy znaleźć pana Jarka.- oznajmiła blondynka.
-Tata pojechał kupić nowego konia do rekreacji i pewnie zapomniał odwołać państwu jazdę, ale jeżeli nie macie nic przeciwko ja mogę poprowadzić trening.-uśmiechnęłam się życzliwie.
    Spojrzeli na siebie porozumiewawczo po czym przystali na moją propozycję.
-Proszę mi tylko powiedzieć jak się nazywacie i zaraz zobaczę na jakim państwo są poziomie.- oznajmiłam otwierając zeszyt z zapiskami ojca.
-Weronika i Bartek Rojewscy.- odpowiedział mężczyzna.
     W notatniku ojca była rozpiska z której wyczytałam, że pan Bartek jest na wysokim poziomie i na jazdę dostaję Kenię, za to jego małżonka dopiero zaczyna, ale już samodzielnie galopuję na Aro. Dowiedziałam się czy moi podopieczni sami siodłają konie.
-Tak, tak.- jednocześnie przyatknęli.
    Otworzyłam drzwi hali i małżeństwo na swoich koniach wjechało do środka. Gdy się rozgrzewali rozmawiałam z Kamilem o jego porannym terenie.
-Czemu byłeś w terenie o czwartej rano?- wypytywałam.
-Jak zdejmą Ci gips to pojedziemy tam razem i sama zobaczysz.- zapewnił mnie.
-Trzymam Cię za słowo.- przytuliłam chłopaka i wydałam polecenie o dopięciu popręgów.
    Pani Weronika i pan Bartek zakłusowali. Kenia pięknie się zebrała, za to Arystokracja szła ślimaczym tempem. Po rozgrzewce małżeństwo przeszło do kłusa ćwiczebnego i ćwyczyli wygięcia do wewnątrz. Następnie zagalopowali, a pan Bartek ćwiczył również ustępowania od łydki w galopie. Ostatnim ćwiczeniem było przejście drążków w kłusie anglezowanym.
    Po treningu rozsiodłali konie i odniesli sprzęt po czym zapłacili i podziękowali za trening. 
-Następnym razem może zabierzemy naszą córcię. Sądzę, że się polubicie.- powiedzieli wchodząc do samochodu.
-Mam taką nadzieję. Do zobaczenia.- pożegnałam się.
     Kamil siedział w boksie Arametto karmiąc ją jabłkowymi ciasteczkami Adriatyka.
-Ty złodzieju! To moje ciastka.- zażartowałam.
-Wybacz. Jutro Ci je odkupię.- zaczął się śmiać.
    Siedzieliśmy w boksie sarny rozmawiając do wieczora. Przy nim zapominałam o mojej bolącej nodze czy głodzie, który odczuwałam od skończenia treningu. 
-Wiesz, że od kąd jesteśmy razem nigdy nie byłem tak szcześliwy?- spytał patrząc mi w oczy.
-Teraz wiem.- odpowiedziałam.
     Zbliżył się do mnie i dotknął swoimi ustami moich. Objęłam szyję chłopaka i położyliśmy się na sianie.
-To był mój pierwszy pocałunek w życiu.- wyznałam.- Co prawdę nie spodziewałam sie, że odbędzie się w boksie na sianie, ale cieszę, się, że właśnie z tobą.- bardzo cicho powiedziałam.
-Mój też.- oznajmił.
     Zatkało mnie. Kamil miał już wiele dziewczyn.
-Przecież, nie jestem twoją pierwszą dziewczyną.- zarumieniłam się.
-Czekałem na tą właściwą.- odpowiedział.
     Wydało mi się to dziwne, bo to tylko pocałunek, a nie pierwszy "stosunek", ale Kamil od zawsze był specyficzny.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest druga część :D taki romatyk wyszedł, ale mam nadzieję, że to ostatni taki rozdział :P Następny za 5 komentarzy (od różnych osób) :)
Dedykuję go Weronice :* ~Ruda

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział XII (cz.1)

"Zmiany"

~~Tydzień później~~
    Siedziałam w swoim pokoju przeglądając strony internetowe z podręcznikami na swoim tablecie, który dostałam od taty po powrocie ze szpitala. Moja noga nadal była w gipsie, ale dawałam jako tako radę lonżować swoje rumaki. Drops przeszedł na emeryturę i w świętym spokoju spędzał swoje dni na łące. Arystokracja też coraz rzadziej chodzi po siodłem i dlatego tata zastanawia się na kupnem nowego konia do rekreacji.
    Weszłam do stajni rozdając każdemu czterokopytnemu po marchewce optoczonej w płatkach owsianych. Boks Baryłki był lekko uchylony. Otworzyłam drzwi na oścież kulą, zaglądając do środka. Nikogo nie było w środku oprócz samej kobyłki. Kiedy głaskałam ją po chrapach ktoś puknął mnie w ramie. Gwałtownym ruchem odwróciłam się i ujrzałam szczerzącego się do mnie Kamila, który chciał na przywitanie pocałować mnie w policzek. Odepchnęłam go dając znak, że nie jestem w nastroju.
-Nie zostawiaj otwartych drzwi. Wiesz, że ona potrafi uciec.- powiedziałam lekko obrażona.
-Przepraszam...już się nie gniewaj. Wiem, że nie potrawisz.- trafił w mój słaby punkt.
-Wiem, że nie umiem, ale nie chcę być taką "słodką" parką jak z okładki, więc czasem muszę się fochnąć- zażartowałam.
-Ja też nie. -Powiedział i w końcu musnął mój policzek wargami
    Kamil został w boksie Honey, za to ja ruszyłam w stronę Adriatyka. Chciałam założyć mu pas do lonżowania, ale jedną ręką stało to sie niewykonalne. Miałam zamiar  poprosić Anetę o pomoc, ale była czymś tak zajęta od mojego powrotu ze szpitala,że po mimo tego, iż była w stajni i tak jej nie widziałam. Krzyknęłam do Kamila, który akurat siodłał Honey.
-Jasne, tylko chodź tu i potrzymaj mi konia, żeby się nie schylała.- powiedział dopinając popręg.
    Wyszliśmy całą czwórką za stajni. Kamil stępował na Honey kiedy ja zakładałam Karmelkowi czambon. Konik spuścił głowę w dół. Zacmokałam i ruszył stępem. Po krótkiej rozgrzewce zakłusował. Szedł zebrany prawie tak ładnie, jak Bryłka pod moim chłopakiem. Zmieniłam kierunek, bo od skakania w kółko na jednej nodze zakręciło mi się w głowie. Po paru okrażeniach kłusa, machnęłam bacikiem, a konik zagalopował. Dokładnie w tym samym momencie, co haflingerka.
-Jakie zgranie.- zaśmiał sie Kamil
    Uśmiechnęłam się i od nowa skupiłam na Adriatyku. Na koniec treningu poćwiczyliśmy przejścia do STÓJ. Wychodząc z hali zaczął lać deszcz. Nie mogłam biec, więc Kamil wyrwał mi z rąk konia i pobiegł z nim i Baryłką do stajni, krzycząc, że zaraz po mnie wróci. 
    Siedziałam na przeszkodzie przez piętnaście minut zdając sobie sprawę z tego, że mam życie idealne, ale wiedziałam, że nie długo to będzie trwać. Nagle wbiegł Kami i od razu zaczął się tłumaczyć, że rozbierał konie oraz  mył wędzidła. Wziął mnie na ręce i zaniósł do domu.
-A teraz tu siedź, a ja sprowadzę konie.- powiedział kładąc mnie na łóżku i całując w czoło.
-Dam sobie rade. Na prawdę, nie rób ze mnie kaleki.
-Leżysz tu jasne?- zażartował i wyszedł z pokoju.
     Przeglądałam Facebook'a, kiedy do pokoju wbiegła podekscytowana Aneta.
-Marika, Marika, Marika, Marika!- powtarzała moje imię wielokrtonie.
-Tak? Co się stało? Czyżby wyszedł nowy sezon "Czasu Honoru"- zadrwiłam z niej.
-To nie śmieszne! Ale słuchaj...mamy w stajni nowego konia?
-Na prawdę? Jakiego?- podniosłam się z łóżka.
-Mojego.- odpowiedziała dumnie.- Nie jeżdżę już, ale nadal kocham konie, więc rodzice kupili mi kucyka. Przez długi czas  przygotowywałam dla niego boks. Chodź to Ci go pokaże.- mowiła przebierając nogami w miejscu.
    Wyszłyśmy z domu. Mango non stop mówiła o tym jaki to on jest wspaniały. Kiedy byłyśmy na miejscu przyjaciółka uchyliła drzwi boksu na których była tabliczka z napisem "Bąbel". W środku stał śliczny, rudy, szetland, który na oko miał metr w kłębie.
-Jest piękny.- powiedziałam zauroczona.
-Wiem.- uśmiechała się sama do siebie Aneta.
     Rozmiawiałyśmy z Mango pod boksem Bąbla, kiedy podszedł do nas Kamil obejmując mnie w pasie.
-Co to jest?- spytała zdziwiona Aneta.
-Widziałaś się z Marą ostatni raz gdy była w śpiączce i nawet nie wiesz co sie stało.- powiedział delikatnie oburzony Kamil.
-Nie przesadzaj.- tłumaczyłam ją.- Była zajęta przygotowaniami boksu dla Rudego.- wskazałam na kuca.
-Czyli jesteście razem?- upewniała sie.
-Jesteśmy.- potwierdził Kamil.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest kolejny :D Mam nadzieję, że się podoba <3 Następny rozdział wstawię jak będzie tu 5 komentarzy nie od jednej osoby :P

A rozdział dedykuję Konstancji. Kocham <3 ~Ruda

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział XI

"Przyjaźń?"

    Spacerowałam z Areo i Kamilem po lesie. Przyjaciel przyłączył się do nas po kłótni z Ewą. Robiła mu awanturę o rozmowę ze mną.
-Chwila!- krzyknęłam zwalniając Arametto, która chciała mi się wyrwać.- To wy byliście razem, że tak się o to wścieka?
-Znaczy się...no chyba tak.-jąkał się- Ona prosiła, żebym nikomu nie mówił.
    Zacisnęłam dłoń w pięść chcąc uderzyć prosto w niebieskie oko Kamila.
-Przyjaźnimy się od dwóch lat, a ty nam nie powiedziałeś?
-Przepraszam.- powiedział obejmując mnie.
-Trochę na to za późno. Nie masz pojęcia jak się czułam kiedy z nią flirtowałeś. To bolało mnie tak samo jak śmierć mamy.- powiedziałam patrząc wyższemu ode mnie o pół głowy chłopakowi w oczy.
-Czemu? Przecież my się tylko przyjaźnimy.
-Tak...tylko przyjaźnimy.- wymruczałam pod nosem.
    Reszte drogi szliśmy w milczeniu. Miałam nadzieję, że zrozumiał moją aluzję, ale błyskotliwym nastolatkiem on nie był.
    Wprowadziłam Dropsa na karuzelę i ustawiłam na stęp. Po paru okrążeniach zmieniłam kierunek i przestawiłam na kłus. Potem w drugą stronę i galop w obu kierunkach. Następnie to samo zrobiłam ze Smokiem i Adriatykiem.
    Weszłam do domu i powiedziałam tacie, że nie chcę dziś wsiadać, ale on miał inne plany.
-...i dlatego musisz wsiąść na Kenię.
-Żartujesz sobie? Boli Cię kolano i dlatego muszę wsiadać? Nie możesz jej puścić na karuzelę czy wylonżować?
-Nie może chodzić trzy dni pod rząd na lonży, a na karuzeli się płoszy.- powiedział prasując koszulę
    Wyszłam wściekła z domu. Nie wiedziałam no co, ale tak było. Gwałtownymi ruchami wyczyściłam konia taty i od niechcenia osidłałam. Ruszyłam w drogę. Jeszcze nigdy nie byłam na Kenii w terenie, ale ufałam jej.
    Kłusowałyśmy standardowo wzdłuż "czekolady" kiedy usłyszałam krzyki "Marika! Marika zaczekaj!". Odwróciłam się i zobaczyłam galopującego za mną Kamila i Honey. Przeszłam do stępa, ale szłam dalej. Kamil nagle znalazł się obok mnie i smyrnął moją nogę batem.
-Chyba zrozumiałem twoją aluzję.- zaczął mówić, kiedy jego policzki zarumieniły się.
-No słucham?- spytałam dalej obrażona.
-Czy ty jesteś zazdrosna?
-Co? Ja? Nigdy? Czemu tak sądzisz?- zaczęłam krzyczeć i nieudolnie się bronić
-Marika?- uniósł brwi do góry.- Nie udawaj, ja...
-Nie wiem co ty, ale wiem, że ja nie chcę tego słyszeć.
    Zebrałam wodze i ruszyłam galopem. Kamil jechał za mną, ale ja nie dawałam się dogonić. Wyjechałam na wiejską drogę. Galopowaliśmy dłuższy czas. Zaczęłam się zastanawiać czy nie popełniłam błędu uciekając i moje oczy wypełniły się łzami. Przez to straciłam widoczność i w ostatniej chwili zobaczyłam ciężarówkę, która wyjechała zza zakrętu, ale było już za późno na ucieczkę.
    ***
    Uchyliłam oczy. Wszystko było rozmazane i się kręciło. Każdy dźwięk sprawiał mi ból. Byłam zdezorientowana, a moja dłoń była w czyimś objęciu. Obróciłam głowę w lewo i zobaczyłam Kamila, który spał na krześle non stop trzymając moją rękę. Obok niego stała półka, na której leżały zdjęcia moich koni, rodziny i przyjaciół. Spojrzałam w prawo. Za oknem było już ciemno. Zaczęłam przypominać sobie to co się wydarzyło. Ucieczkę, galop, ciężarówkę... 
    Moja lewa noga była w gipsie. Chciałam dotknąć swojego czoła, bo czułam, że skutkiem wypadku nie była tylko złamana noga. Głowa byłam obwiązana bandażem, który po dotknięciu zostawił na moich palcach krwawe ślady.
    Do pokoju weszła pani doktor.
-Widzę, że się obudziłaś. Bardzo dobrze.- uśmiechnęła się kobieta.
-Też się cieszę. Jak długo już tu jestem?
-Dwa dni. Miałaś wypadek, ale ten młodzieniec powiedział, że wszytsko opowie dopiero jak się obudzisz.
-Na prawdę?- na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Siedzi z tobą od kąd karetka Cię przywiozła. Całą noc nie spał, więc go nie budźmy.- powiedziała zapisując coś w mojej karcie pacjenta.
    Zacisnęłam palce mocniej na jego dłoni.
-Zadzwonię po twojego tatę.- oznajmiła i wyszła z pokoju.
***
   Po godzinie tata przyjechał do szpitala. Powiedział mi o mojej zgniecionej kości piszczelowej i pękniętej kości czołowej.
-Długo mam tu jeszcze zostać? I co z Kenią, Smokiem, Adriatykiem?- spytałam
-Z twoimi rumakami wszystko w porządku, a Kenia jest jeszcze w szoku, ale oprócz pękniętego kopyta nic jej nie jest.
-Przepraszam.- powiedziałam, a po moim policzku spłynęła łza.- Czemu tu stoją te wszystkie zdjęcia?- spytałam chcąc zmienić temat.
-Było prawdopodobieństwo, że będziesz mieć amnezję i Kamil kazał je tu przywieść. Na prawdę pożądny z niego chłopak. Masz szczeście, że akurat tam tędy przejeżdżał.
    Tata po godzinnej rozmowie musiał wrócić, żeby nakarmić konie. Gdy wychodził drzwi trzasnęły i obudziły Kamila.
-Obudziłaś się w końcu.- ziewnął.
-Ty też.
-Bardzo się martwiłem. Nie wiem co tak się wystraszyło w lesie, ale przepraszam. To moja wina.- powiedział patrząc na swoje kolana.
-Nie twoja, tylko moja. To mi odbiło. A tak ogółem co mi sie stało?
-Uciekałaś przede mną i chyba nie zauważyłaś ciężarówki, wtedy- głośno przęknął ślinę- uderzyła w Ciebie i Kenię. Ona wróciła do domu, kierowca wystraszył się i odjechał, a ja wezwałem pomoc. Przez dwa dni byłaś w śpiączce, a ja ciągle byłem przy tobie.- wziął w objęcie moją drugą dłoń.
-Dziękuję Ci. Jesteś niezastąpiony i teraz to ty trzymasz mnie przy życiu. A w lesie...co chciałeś mi powiedzieć?- spytałam nie pewnie.
-Chciałem Ci powiedzieć, że jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką i ty też tak chyba sądzisz.- uśmiechnął się delikatnie pokazując swoje białe zęby.
    Z trudnością podniosłam sie z łóżka i przytuliłam Kamila szepcząc do niego "Nie chyba tylko napewno".
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to jest :D Nic nie będę mówić tylko przepraszam za małą ilość koni :p i proszę o szczerze opinię ;) ~Ruda